|
|
| Patologia światopoglądu 3 |
| dodano: 08.01.2009
|
|
|
Zimno. Znaczy nie w chacie. W chacie grzeje, ale na zewnątrz zimno. Jakbym mógł, to bym się z domu nie ruszał. Jakoś specjalnie zimy nie lubię. W mieście jest nie do zniesienia. W górach, na wsi, owszem, to co innego. W mieście wali błotem, ludzie źli na te mrozy, na to błoto. Zero uprzejmości. Ale w żadnym wypadku nie przeszkadza im to w eksplorowaniu przestrzeni handlowych w wielkich centrach.
Wybrałem się ostatnio tuż po nowym roku do pobliskiego. Samochodem (na moje nieszczęście). Myślę sobie: podjadę, raz dwa załatwię zakupy i wynocha, akurat dziś nie mam ochoty na łażenie. Ale gdzie tam. Podjechać, owszem, podjechałem. Pod parking. Ale dalej się nie dało. Korek do podziemnego parkingu mnie zatrzymał. Kurwa, myślę sobie, jak to? Po świętach, po sylwku, po tym kupowaniu prezentów, po tym kupowaniu alkoholi, po tym obżarstwie, im się jeszcze chce ruszać na zakupy, jasna cholera w dzień powszedni, na kacu??? Odstałem swoje kilka minut na dworzu (lub polu – zależy kto skąd to czyta) i powoli, baaaaardzo powoli wjechałem pod dach centrum. Tam, niemal obijając się o zderzaki współtowarzyszy niedoli, spędziłem kolejne 30 minut na zupełnie jałowym objechaniu parkingu dookoła z prędkością baaaaaardzo niewielką, by po półgodzinnym odsłuchu jednej z samochodowym płyt, które sobie czasem nagrywam, jednak, mimo wszelakich wcześniejszych niedogodności, znaleźć upragnione miejsce parkingowe. Poganiany klaksonem przez sąsiada za mną, zaparkowałem, wysiadłem i udałem się dzielnie w tą paszczę szaleństwa. Pomijam kolejki, pomijam ten nasz narodowy zamordyzm, kiedy ktoś przed nas chce się wepchać, pomijam wszystkie niedobre rzeczy, które w ludzi czasem wstępują. Pomijam, bo mnie wyprowadzić z równowagi jest raczej trudno i zlew mam na ciśnienie jakiegoś gościa z wąsem, który chciałby szybko, ale w kasie się okazało, że towar nie ma kodu. No i wiele rzeczy pomijam, ale wchodzę do empiku i błądząc między płytami dvd słyszę gadkę: Synek (na oko 5 lat): Mamo, kup mi to – prosi i pokazuje wydanie Plastusiowego Pamiętnika (o takie – http://www.bajarka.pl/prod_3723_Plastusiowy_pamietnik_DVD.html). Matka: bierze do ręki płytę, rzuca gorszące spojrzenie na jej okładkę i ze zgrozą uzmysławia i wyjaśnia synowi: Żartujesz! Ładnie – myślę sobie – zagraniczne pismo o modzie w cenie dvd to se kupiła, a dziecku żałuje. Ale gdzie tam. Nie o to jej chodzi. Ona kasę ma, ale gust odmienny. – TO sobie weź kup – mówi do syna i pokazuje mu któryś odcinek pełnometrażowego Pokemona. Ręce mi opadają. Ja wiem, że to się pewnie nie ma czym przejmować itd., ale przynajmniej jedna duszyczka byłaby uratowana. Nie rzygałaby na widok zmieniającego kolory bohatera, nie rzucałaby na podwórku jakimiś chujowymi tekstami z japońskich bajek. Inna sprawa, że pewnie nikt by go nie lubił, bo za co lubić kogoś, kto się jara przygodami ludzika z piórnika?;-) Ale tak sobie myślę, kupując zupełnie przedwcześnie swojemu synowi Baśnie Andersena i Bajki Brzechwy, że szkoda tej naszej tradycji, że idzie ona w pioch, a łopaty dzielnie dzierżą te power rangersy, spider many, witche i inne. Szkoda tych Plastusiów, Reksiów, Bolków i Lolków, Toś. Szkoda Brzechwy, szkoda Tuwima, szkoda Pana Kleksa. Człowiek jakiś spokojniejszy był, jakiś bardziej ułożony. A teraz? Eh… ta dzisiejsza młodzież;-)
.jpg)
No, no…powoli zaczyna się robić ciekawie. Nie wiadomo jeszcze oficjalnie co tam na Openerze zagra, ale już wiadomo co się święci na Cracow Screen Festival. 1-2 maja Travis oraz Notwist. Gites. O ile DVD Travisa widziałem każde i wiem czego się spodziewać, o tyle o Notwist słyszałem tyle pozytywnych opinii, że z gęsia skórką przyjąłem wiadomość o koncercie Niemców w Polsce. Hoho!
Jeśli kogoś interesują losy śmietnika za oknem, to informuję, iż mieszkańcy sąsiedniego bloku uznali za bezcelowe wieczne pilnowanie tego obiektu przed wrzucającymi tam odpadki z innych bloków i postanowili kosze obmurować i prawdopodobnie zakratować, zamknąć, zakłódkować, zaspawać, zrobić tylko dziurę w dachu na wrzuty, widoczną tylko dla nich i to w danych, ustalonych na zebraniu wspólnoty, dniach tygodnia i o ustalonych godzinach (większość zdecydowana była za godzinami wieczornymi, mniejszość za porannymi – czyli za wyrzucaniem śmieci w drodze po bułki, - a jeszcze mniejsza mniejszość chciała, aby spod zlewu gdzie zazwyczaj są umieszczone kosze, wielki wąż wysysał ich odpadki 24 godziny na dobę wprost przez dziurę w dachu od razu do kontenerów).
Idę spać. Najlepszego w nowym!
wawtown, 8.1.2009 |
|
|
|