Gdzieś w podstawówce kolega Bartek zaprzyniósł czerwona kasetę z fajnym logo. Białe litery układające się w nazwę zespołu, kojarzyły się z powiewającym sztandarem wschodniej braci, a napis ten dumnie obwieszczał, że PRL to Polski Rokendrol. Jezusie...jakie to było sympatyczne, gitarowe, przebojowe granie. I po polskiemu, i z fajnymi tekstami, i zdecydowanie oddawało naszego ducha w tamtym okresie.
No, proszę sobie wyobrazić: Skarżysko, kiedyś prężnie rozwijające się miasto, niewiele do roboty, po szkole można się spotkać albo u kumpla na chacie, posłuchać wspólnie muzyki, podziwiać bloki wyrastające za oknem, albo posiedzieć w pizzerii i pogadać o sprawach aktualnych i małoważnych. Obgadać znajomych, obgadać znajome, obgadać pary zakochane i te mniej szczęśliwie sparowane. Obgadać wszystkie wartościowe laski ze szkoły. Powymyślać scenariusze filmów erotycznych z nimi w rolach głównych, bo przecież one nas nie chciały, bo poza zasięgiem były. Można się było wybrać do kina. Gdyby tylko seanse grane były od trzech osób obecnych na sali, a nie ustalonych przez kierownika siedmiu, obejrzelibyśmy ich ze dwa razy więcej. Można się poszlajać po ulicy Sokolej, okupować tamtejszy przystanek i w sumie jakoś przeciągnąć do 22 i pójść do domu. A tu przynosi kolega Bartek tą kasetę czerwoną, a kolega Rafał Kwaśniewski śpiewa o nas:
W moim pokoju wyje pies, latają muchy, radio fajans rżnie,
między ścianami jeden krok, za oknem widać drugi blok,
Co za nuuudaaa...
Koniec tygodnia jest, każdy robi to co chce,
Szafa lodówka łóżka zlew,
Pieniądze dawno skończyły się,
Co za nuuuudaaaa...
Na prawdę nic się nie dzieje, stagnacja,
Czas się wyciąga, czasami trudno się obudzić, potem zasnąć,
Nuda...na maxa (...)
Zakochani od pierwszego usłyszenia. Kwaśniewski wiedział co się u nas dzieje. Nawet śpiewał nieudolnie, tak jak my moglibyśmy śpiewać (gdybyśmy tylko śpiewać chcieli), jakby mu się nie chciało, prawie na jednym dźwięku. Ale miał facet charyzmę i może dlatego, mając jakieś 15 czy 16 lat czuliśmy się dwa razy starsi, gdy marudził:
Pierwsze siwe włosy na głowie i
W życiu niestety nie wyszło mi nic
Może kiedyś cos się udało,
Ale to wszystko za mało (...)
Za co się nie weźmie wszystko popierdoli
Nic się nie udaje, nic nie wychodzi,
Nic się nie udaje, nic nie wychodzi,
Żaden nowy pomysł nie przychodzi do głowy.
A my na tym przystanku pod wieżowcem i nuda na maksa.
Kwaśniewski umiał nas też rozśmieszyć:
Cale noce i całe dnie, robi to z ogromnym psem,
Na kasecie VHS wali ją ogromny, czarny pies
Romantyczna miłość trwa już jakiś czas, po prostu maksymalny czad.
Narzeczony odszedł dwa lata temu, został pederastą nie wiadomo czemu
Na kasecie VHS, wali ją ogromny, czarny pies (...)
Jaraliśmy się tą kasetą (magnetofonową, nie VHS) dość ostro. Jedna była, więc każdy sobie ją przegrał i miał w walkmanie, zawsze przy sobie, jak klucze do mieszkania.
A potem przyszła PRLu druga odsłona czyli Zła Wiadomość. Kilka numerów z debiutu plus kilka nowości. Pierwszy peerelowy teledysk się wtedy pojawił do Ona dobrze wie. Pokazali się na opolskim festiwalu (Rock w Opolu czy coś), usłyszałem Kwaśniewskiego w RMFie (to radio jeszcze wtedy gadało, a nie grało cały czas bzdury) jak opowiada o zespole, jak mówi, że powoli rezygnuje z grania i zostaje Inkasento de Gas, bo los gazowego inkasenta jest weselszy niż muzyka. Weselszy? Pewniejszy.
Dziwne, że w sumie przebojowe numery PRLu nie przyjęły się szerzej. Przy Kolegach zawsze się wzruszam, bo to piosenka o kumplach, co to nie jedno przeszli, a w dodatku z genialnym tekstem, linią melodyczną, murowany hicior. Konkret z jajem:
Zawsze byliśmy kolegami,
Stasiek, ja i Maniek
I chyba tak już zostanie między nami
Lubimy ładna pogodę, lubimy słońce i wodę
Lubimy przyrodę
Nie lubimy wstawać rano, rano mówimy dobranoc
starym zgredom i starym babom.
O kobietach nie miał dobrego zdania, czym równie mocno nas ujmował:
Wszystkie kobiety są złe
Możesz mi wierzyć, albo nie
Wszystkie kobiety są złe.
Wszystkie kobiety są złe
Szczególnie ładne są złe
Wszystkie kobiety są złe
PRL przestał istnieć w 1997 roku zostawiając po sobie dwa (w tej chwili niemal nie do zdobycia) oficjalne wydawnictwa.
10 lat później
Jedziemy sobie z happysadem po koncercie w Białej Podlaskiej do znajomego sklepu muzycznego. Półki zawalone jakimś dziwnym towarem. Okazuje się, że likwidacja hurtowni płytowej była. No to pięknie. Szperamy. H-blockx, Jak wolność to wolność, Kosiarkiewiczowa, pierwsza Nosowska, Houk pierwszy, ballady Maanamu, kupa hip hopu i inne cuda. A wśród cudów patrzy się na mnie PRL – Zła wiadomość. I ta Sokola, i te nudne wieczory, i ten Michael Jordan na ścianie, i te wszystkie zimne dni tygodnia, i te wypieki na twarzy kiedy się z zimnego w ciepłe wchodziło, i to wszystko nagle staje mi jak wół przed oczami, gdy płacę 25 złotych za tą płytę. Otwieram ją i okazuje się, że to nówka sztuka jest. Jakby wydana w zeszły wtorek. Od tamtej chwili to jedna z moich najważniejszych płyt.
Wawatown, 07.01.2008