Indianie w gazecie
dodano: 26.06.2008

- Mamo, tato…będę dziennikarzem!
- Co? Takim jak Tomasz Lis? Jak Hanna Lis Smoktunowicz??? Pięknie synku…pieknie. Super. Wreszcie będziesz mógł oddać cioci pieniądze za motorower.
- Nie mamo i tato. Będę dziennikarzem. Będę muzycznym indie dziennikarzem.
- O matko przenajświętsza! A co to znaczy, na rany Chrystusa?
- Mamo, tato…teraz jest wiele modnych pism, wiele modnych portali, w których można się pokazać, w których można światu ciętym językiem się przedstawić, zabłysnąć jakimś tekstem, najlepiej jakąś modna kapelę zjechać.
- A to trzeba się o nich źle wyrażać? Trzeba ich owoce pracy tak niszczyć?
- Mamo i tato. Bo wiecie…muzyków to trzeba zjechać, żeby se nie myśleli, że nagrali jakiś majstersztyk. Trzeba ludziom też się pokazać ze strony takiej, że mnie się mało podoba, bo ja mam taki wysublimowany gust, wiecie, że nie jestem gumowe ucho. Że ja się bardzo znam. I że jestem otwarty na różne gatunki muzyki.
- A to nie można pisać tylko o tym, co ci się synku podoba, a nie o tym, co ci się nie podoba?
 - Nie można mamo i tato. No bo wiecie…jak się człowiek da poznać jako taki, co to jemu się niewiele podoba, to znaczy, że ma wiedze, że ma gust. A jak jeszcze jakoś się to fajnie napisze, tak wiecie, niesztampowo, to potem mogą do jakiejś extra gazety przyjąć. No wiecie, żeby pisać tam dla nich, mówić ludziom co jest bardzo złe, a co w miarę i jeszcze za to kasę dostawać.
- A czemuż to, synku, to jest takie fajne zajęcie?
- Mamo, tato, jak wy nic nie rozumiecie… Ludzie to matoły! Przecież to gustu żadnego nie mają. Oni sami nie poszukają muzyki, a już jak poszukają, to znajda jakąś słabą. I im trzeba pokazać, że to co znaleźli, to jest złe, bezwartościowe. A wiecie, no bo to czego ja słucham, to już jest lepsze od tego czego oni. Taka misja. Muszę ich o tym poinformować.
- Aha. No, ale to im się podoba przecież. Każdemu się może podobać.
- Może może, ale ja, jeśli chcę jakąś przyszłość mieć zapewnioną, mieć tak zwane „nazwisko”, mieć jakieś poszanowanie, muszę mieć cięty język i cięte ucho. Wtedy mnie zapamiętają, będą mnie czytać z chęcią, żeby zobaczyć jak można extra zjechać najfajniejsze płyty.
- Synku, my w to nie wierzymy. To jakaś…ściema – po waszemu.
- Mamo, tato…prosty przykład. Przeczytajcie:
- Synku, ale tu o tej płycie tego zespołu, to jest bardzo mało. Tylko ostatni akapit.
- Eh mamo, eh tato…jacy wy niemłodzieżowi. To jest właśnie to niesztampowe pisanie. Takie oryginalne. Koleś opisuje serie jakichś wydarzeń, umieszczając gdzieś na samym końcu fakt, że zespół nagrał płytę, z reszta arcysłabą, moim zdaniem, bo Ci gogusie z Kooksów to grać kurde nie umieją.
- E…to niemożliwe, że to na ludzi działa.
- Działa mamo i tato, działa. Ludzie teraz złe rzeczy chcą czytać. A wy myślicie, że te wszystkie programy w TV, te show na lodzie i o tańcu to po co się ogląda? Żeby se można było zobaczyć jak się kogoś sławnego z błotem miesza. W tym naszym dziennikarstwie, to też tak jest. Wtedy nasze ego się winduje wysoko, że hoho!
- I wszystkie te recenzje tych płyt to są takie nie o muzyce?
- E nie…mamo i tato. Zobaczcie na przykład to: http://porcys.com/Reviews.aspx?id=742
- O. O tej płycie to słyszeliśmy. Że oddaje ducha powstania, dziadek mówił. No, ale tu piszą, że właśnie nie oddaje tego ducha…to jak to w końcu jest?
- Oj mamo…no bo jakby nie grał to i tak wszyscy chcą grać jak Pidżama Porno – taki zespół dla nastolatek pijanych i studentów naćpanych – i to trzeba piętnować. A tu zobacz…ten recenzent napisał, że zna się na rzeczy, na powstaniu, no bo zobacz, napisał, że ten zespół sprofanował Baczyńskiego…a przecież on wielkim poetom był. Mówię wam, Lao Che się skończyło na Gusłach albo pierwszej demówce.
- A moim zdaniem to ta płyta jest właśnie ładna, bo ona dziadka poruszyła.
- Młodych mamo też porusza, ale niepotrzebnie. Pierwsze Lao Che było fajniejsze. Wtedy ich mniej ludzi słuchało i mogli sobie pozwolić na pełna swobodę twórczą.
- Aha…aha. A co się takim waszym recenzentom podoba. Tym…jak to mówisz…? Innym dziennikarzom?
- Indie, mamo, indie. Od angielskiego independent czyli, że taki niezal…znaczy wiecie, niezależny. Nam to się podoba tak…albo jak coś jest przez nas wykopane spod ziemi i nikt tego nie zna i przed nami wcześniej nie słyszał…albo coś bardzo extra znanego, czego nienawidzą np. nastolatki i studenci bo uważają to za obciach. My wtedy czujemy się ponad to wszystko, ponad ten obciach. Czujemy, że ten mamy tak otwarte umysły, tak szerokie horyzonty, że jesteśmy w stanie łyknąć ten obciach, którego oni się brzydzą.
- No, ale co synku na przykład, co?
- No taaaak….to był zespół.
- No widzicie. A inteligentnie i z użyciem bardzo mądrych słów o takim zespole napisać, to jest sztuka, nie zaprzeczycie.
- To prawda. Recenzja rzeczowa, na temat i jakby z Rzeczypospolitej żywcem wzięta. Bardzo poważna…choć ta papa dancowa muzyka to chyba taka po prostu dla ucha miła miała być, taka bez podtekstów.
- Widzisz tata…i o to chodzi, o to chodzi.
- O co?
- No, o to tato, żeby drugie dno wyciągnąć na wierzch, żeby głębię zobaczyli, nawet jeśli w zamierzeniu miało jej tam nie być
- Mhm…
- I zagranicznych też tak wychwalacie?
- Synek…ale czy to nie jest nudne zajęcie. Dobre płyty są złe, a złe dobre. Tylko tyle?
- Eh rodzice. Są jeszcze zespoły, których ruszać nie wolno. Świętości tak zwane.
- Znaczy co? Breakout na przykład?
- Nie. Np. Radiohead. Powszechnie wiadomo, że to zespół geniuszy jest. Mogą nagrać płytę słabszą, ale nigdy słabą. Jak się na Radioheadzie wyżyjesz to znaczy, że jesteś lewar.
- Kto?
- No nie znasz się na niczym. 
- Czyli jak to Radio nagra płytę to jest extra? Nawet jeśli nagra szum wiatru i brzózek cioci Wioli?
- Z grubsza tak.
- Nic z tego nie rozumiemy synku i szczerze to wolelibyśmy byś został kosmonautą, albo karmił śledziami ryby w delfinarium na Florydzie niż ludziom miał kit wciskać, ale to jest twoje życie i zmarnować je sobie możesz na każdy, wybrany przez ciebie sposób.
- No i dobrze rodzice. Pędzę do swojego pokoju. Podobno nowa solówka Nicole Scherzinger jest przepiękna.

 
Wawatown, 26.07.2008
 
ps. mamo i tato - to nie o Was;-)